• Witamy na bukmacherskie.com
    1. 728x90 - 1000 PLN Bonus Powitalny

    postawnasiebie.org

    Temat na forum 'Strony Bukmacherskie' rozpoczęty przez Autor Hazardzista, Listopad 25, 2017.

    Więcej tematów od Autor Hazardzista
    1. Autor Hazardzista Użytkownik

      OP
      OP
      Autor Hazardzista
      Dołączył:
      Lis 2017
      Posty:
      18
      Polubienia:
      2
      Reputacje:
      47
      Witam po przerwie wszystkich forumowiczów.

      Tych zainteresowanych moim blogiem zapraszam na jego nową stronę [​IMG] http://postawnasiebie.org/ [​IMG]

      PS: Uprzejmie proszę moderatorów o zmianę nazwy tego tematu z postawnasiebie.blog.pl na postawnasiebie.org. Dziękuję i pozdrawiam!
       
    2. Autor Hazardzista Użytkownik

      OP
      OP
      Autor Hazardzista
      Dołączył:
      Lis 2017
      Posty:
      18
      Polubienia:
      2
      Reputacje:
      47
      Już w pierwszym poście tego tematu napisałem kilka zdań o blogu. W związku z tym, że zmienił się jego adres, postanowiłem napisać coś więcej.

      "Nie jest to blog o hazardzie. Nie jest to blog, o tym jak wyjść z hazardu. Ten blog to moja historia, z której każdy może coś wziąć dla siebie.

      Blog POSTAW NA SIEBIE powstał w kwietniu 2017 roku. Założyłem go 4 miesiące po wyjściu z zamkniętego ośrodka leczenia uzależnień. Powód? Denerwowało mnie to jak na Twitterze powiększało się grono osób, które zachęcały do obstawiania meczów, a żadna z nich nie mówiła czym to grozi. Postanowiłem to zmienić. Założyłem bloga, w którym opisuję swoją historię z nadzieją, że komuś pomogę.

      Blog szybko zaczął mi pomagać. Stał się czymś w rodzaju terapii. Z czasem blog zaczął pomagać także innym. Pisały i wciąż piszą do mnie osoby będące w różnych fazach rozwoju uzależnienia od hazardu".

      Więcej na postawnasiebie.org | Zakładka :arrow: "O BLOGU"
       
    3. Autor Hazardzista Użytkownik

      OP
      OP
      Autor Hazardzista
      Dołączył:
      Lis 2017
      Posty:
      18
      Polubienia:
      2
      Reputacje:
      47
      Poznajmy się trochę. Było o blogu, dziś o jego autorze, czyli o mnie.

      "Hazardzista uzależniony od zakładów bukmacherskich. Grałem przez ponad 10 lat. Jestem po terapii w zamkniętym ośrodku leczenia uzależnień, w którym spędziłem 8 tygodni, w tym święta Bożego Narodzenia i Sylwester.

      Biorąc pod uwagę to jak hazard zniszczył moje życie, pobyt w ośrodku był najlepszą rzeczą jaka mogła mi się przydarzyć. Zrozumiałem to jednak dopiero jakiś czas po wyjściu na wolność. Wcześniej strasznie bałem się tam jechać, a będąc tam wielokrotnie przeklinałem swoje życie. Wylałem mnóstwo łez, lecz pojawiał się też uśmiech. Poznałem tam wielu wartościowych ludzi. Innych hazardzistów, alkoholików, narkomanów… Normalnych ludzi, ale po przejściach, jak ja".

      Więcej na blogu. | Zakładka :arrow: "O AUTORZE"
       
    4. xsebax Admin Członek Załogi

      xsebax
      Dołączył:
      Wrz 2006
      Posty:
      252
      Polubienia:
      118
      Reputacje:
      364
      Wkladasz kij w mrowisko, prowadzac na tym forum taki temat. Jednak doceniam to. Sam moglbym tu pisac wiele, a nawet wiecej niz nie jeden sadzi :) Jednak wole czytac opinie, ze gowno wiem o bukmacherce etc. To tylko pokazuje, jak ludzie potrafia wyciagac bledne opinie, powierzchowne ;)
      Nawet w tym temacie przeczytac mozna o obstawianiu hobbistycznym. A kiedy ono sie konczy i kto wyznacza granice? Kazdy nalogowy hazardzista zaczynal od stawiania za przyslowiowe 2 PLN. Nie wszyscy maja tendencje do uzalezeniania, ale kazdy jest narazony na to. Nie raz wystarczy tylko zbieg okolicznosci, nieszczescie w zyciu, ktore ciagnie nas w chorobe. Obstawiasz dla emocji, adrenaliny? W koncu bedziesz potrzebowal jej wiecej, a granie za 1000/10 000 PLN dostarcza zdecydowanie innych emocji od postawienia za 100 czy 10 PLN ;)
      Madrzejsi Ci, ktorzy sie z tym mierzyli. Dlatego powodzenia w Twojej walce, bo wiem ile to Cie kosztuje i pewnie ile w zyciu straciles przez swoja ulomnosc!
       
      Ostatnia edycja: Luty 15, 2018
    5. Autor Hazardzista Użytkownik

      OP
      OP
      Autor Hazardzista
      Dołączył:
      Lis 2017
      Posty:
      18
      Polubienia:
      2
      Reputacje:
      47
      Wracam do przedstawiania swej historii.

      "Mama i tata poznali prawdę. Znał ją też brat, choć wszystko działo się tak szybko, że nie miałem okazji z nim pogadać. Rozmowa z rodzicami odbyła się w sobotę. Gdy do nich jechałem nie wiedziałem jeszcze, że kilka dni później będę w ośrodku. W niedzielę musiałem więc wrócić do domu, by się spakować. W poniedziałek znów byłem u rodziców, którzy następnego dnia wieźli mnie na leczenie. Czułem ulgę, że wszyscy już o wszystkim wiedzą, że nie będę musiał dalej kłamać, ale strach mnie nie opuszczał. W dodatku te gigantyczne poczucie winy…

      W domu byłem późnym popołudniem. Następnego dnia o 13 miałem wracać do rodziców. Spakowałem się, spędziłem czas z ukochaną. Bardzo chciałem też spotkać się z bratem. Zawsze byliśmy blisko, a teraz miałem zostawić go na 8 tygodni. Nie miałem jednak odwagi do niego zadzwonić. Nie rozmawialiśmy odkąd prawda o mnie wyszła na jaw. Bałem się, że mi odmówi. Bałem się tego co powie. Bałem się, że wcale nie będzie chciał ze mną gadać. Okazało się, że chciał. Zapowiedział się mojej narzeczonej, że przyjedzie w nocy wracając z jakiejś imprezy. Gdy mi o tym powiedziała, popłakałem się. Były to łzy szczęścia.

      Zwykle, gdy się spotykamy urządzamy sobie turnieje w fifę, lecz tamtej nocy nikt o graniu nie myślał. Spodziewałem się, że będzie na mnie wściekły, lecz nawet jeśli był to tego nie okazywał. Widział, że jestem w rozsypce. Może nie chciał kopać leżącego? Był przerażony, ale bardzo starał się to ukryć. Nie zadawał wiele pytań. Bardziej słuchał. Starał się rozluźniać atmosferę żartując. Pocieszał, gdy trzeba było. Zachowywał się jak dobry, starszy brat. A to ja jestem starszy".

      Więcej na blogu. Wpis :arrow: "Pożegnanie z bratem"
       
    6. Autor Hazardzista Użytkownik

      OP
      OP
      Autor Hazardzista
      Dołączył:
      Lis 2017
      Posty:
      18
      Polubienia:
      2
      Reputacje:
      47
      "Wtorek. Budzi mnie dźwięk budzika. Otwieram oczy i widzę promienie słońca wpadające do pokoju. Zapowiada się piękny dzień – myślę sobie. Po chwili uświadamiam sobie, że jednak nie. Dziś wyjeżdżam do zamkniętego ośrodka leczenia uzależnień. Na 8 tygodni. Z dala od bliskich i znajomych. Nigdy nie opuszczałem ich na tak długo. Gdyby to jeszcze był wakacyjny wyjazd. Ale nie. To nie miało nic wspólnego ze wczasami. Jechałem sam na Mazury, lecz nie po to, by byczyć się w krainie jezior. Była zima. Kto normalny jeździ na Mazury zimą?! Ja normalny nie byłem. W końcu jechałem tam po to, by się leczyć. Trudno się z tym pogodzić.

      (...)

      Gdy jechałem do ośrodka do śmiechu mi nie było. Zostawiłem narzeczoną samą w domu. Zostawiłem młodszego brata, który rozpoczynał życie w wielkim mieście. Zostawiłem rodziców, którzy przez całe życie robili wszystko, by niczego mi w życiu nie brakowało, a tego dnia wieźli mnie do ośrodka. Zostawiłem resztę rodziny. Najgorsze jest to, że na co dzień średnio utrzymywałem z nią kontakt, a jadąc na leczenie zastanawiałem się np. czy babcie będą jeszcze żyły, gdy wyjdę… Czy wszyscy z bliskich będą żyli, bo bałem się nawet o to, że stracę jej młodszych członków. Bo zima, ślisko na drogach, łatwo o wypadek. Wyjeżdżałem na 8 tygodni, a w środku czułem tak ogromny żal, jakbym odchodził na zawsze. W dodatku te gigantyczne poczucie winy. Oni mnie kochali. Tyle dla mnie robili. Ufali mi. A ja ich zawiodłem. Tak bardzo mocno ich zawiodłem. I teraz wszyscy cierpią. Przeze mnie.

      (...)

      Na zegarze prawie 18. Jesteśmy na miejscu. Skręcamy w ulicę na której jest ośrodek. Wyłania się duża, oświetlona brama. – To chyba tutaj – mówi ojciec i parkuje samochód. Wychodzę z auta, biorę torbę z bagażnika, podchodzę do bramy i… groby! Okazało się, że to cmentarz. Ośrodek był kilkaset metrów dalej. Brama zwyczajna. Biały budynek przypominający pensjonat. – Zajebiście, będę mieszkał w białym domu – pomyślałem.

      Czytaj więcej na blogu, wpis :arrow: Przyjazd do ośrodka. I co ja robię tu?
       
    7. Autor Hazardzista Użytkownik

      OP
      OP
      Autor Hazardzista
      Dołączył:
      Lis 2017
      Posty:
      18
      Polubienia:
      2
      Reputacje:
      47
      "Przeżyłem! – To pierwsze, co pomyślałem budząc się rano, po pierwszej nocy w ośrodku. Bo niby dlaczego miałem nie przeżyć? Dzień wcześniej, gdy przyjechałem, nie było to jednak oczywiste. Bałem się tak bardzo, że wkręcałem sobie najczarniejsze scenariusze. Bałem się, że moja obecność będzie komuś przeszkadzać, że wyłapię wpier*** albo ktoś pchnie mnie nożem. W końcu byłem „Świeżak”, więc w głowie miałem „Symetrię”…"

      Każdy dzień zaczynał się tak samo. Pobudka, prysznic, poranna fajka, śniadanie, fajka, kawa i pierwsze zajęcia. Stołówka i sala, gdzie odbywały się terapie, mieściły się w dwóch oddzielnych budynkach. Ulga po bezpiecznie przespanej nocy szybko minęła. Powrócił strach, ale musiałem jeszcze szybciej go okiełznać, bo cholernie chciało mi się palić. Palenie było dozwolone tylko w wyznaczonym miejscu, pod wiatą. Już przed śniadaniem był tam tłum. Śmierdziało wpierdolem, lecz papieros wydawał się jedynym lekarstwem na mój stan. Poszedłem zajarać, gdzie poznałem resztę ekipy, której nie było na świetlicy w dniu mojego przyjazdu. Większość w zajebistych humorach. Śmiali się, żartowali. Jakby byli po kapitalnej imprezie. Ich postawa średnio mnie uspokoiła. No bo z czego oni się cieszą?! Są alkoholikami lub hazardzistami, siedzą na Mazurach w środku zimy, w zamkniętym ośrodku leczenia uzależnień, z innymi patolami. W domu zostawili swoich bliskich i syf, który powstał przez obrany tryb życia. Rzeczywiście, nic tylko się śmiać. Zaufanie wzbudził u mnie facet w wieku mojego ojca. Przyzwoicie ubrany, zadbany, miły. Starosta grupy. Uznałem, że jest normalny, że muszę się go trzymać, to nić mi się nie stanie.

      (...)

      – Co my teraz mamy? Plastykę?! – pytam poirytowany.
      – To arteterapia – opowiada jakiś chłoptaś, który ma prowadzić te zajęcia.
      – Będziemy robić bombki – dodaje.
      Ja pier****, gdzie ja jestem?! Rozumiem, że sporo odje*****, ale nie poje**** mnie aż tak, by uczestniczyć w tym cyrku.
      – Nie będę robić żadnych bombek – odpowiadam z zaciśniętymi zębami.
      – Będziesz.
      – Nie! – odkrzykuję.
      – Siadaj kur** na dupie i zapier***** ze wstążką! Zobaczysz, będzie fajnie! – słyszę od łysego, nabitego gościa… Widzicie to? Przekonał mnie.

      Czytaj więcej na blogu postawnasiebie.org, wpis :arrow: Początek terapii w ośrodku. Robi się grubo!
       

    Poleć forum